Opolskie Prawo i Sprawiedliwość znalazło wreszcie winnego powodzi z 2024 roku. Jest nim wojewoda Monika Jurek. Ma być dymisja, ma być prokuratura, są mocne słowa o krzywdzie mieszkańców i „napluciu w twarz” powodzianom. Na konferencji pojawili się nasi starzy znajomi: posłanka Katarzyna Czochara, radny wojewódzki Wojciech Komarzyński i Antoni Duda. Wszystko na podstawie raportu NIK. Tyle że warto ten raport przeczytać trochę dalej niż do miejsca, które pasuje do konferencji prasowej PiS.
Wojciech Komarzyński wytyka mi, że mam na jego punkcie obsesję. Obsesja? Bez przesady, panie radny. Proszę zajrzeć do innych opolskich mediów – tam też jest pana pełno. Tyle że kiedy robią za tubę albo grzecznie symetryzują, nazywa pan to dziennikarstwem. Kiedy ktoś patrzy panu na ręce – obsesją.
Najwyższa Izba Kontroli rzeczywiście stwierdziła błędy po stronie wojewody opolskiej. I nie zamierzamy udawać, że ich nie ma tylko dlatego, że Monikę Jurek lubimy i cenimy. Wojewoda nie ogłosiła wojewódzkiego pogotowia, a następnie alarmu przeciwpowodziowego, choć według NIK zaistniały ku temu przesłanki. Izba uznała też, że urząd powinien skuteczniej wykorzystać system Alert RCB, szczególnie gdy gwałtownie pogarszała się sytuacja związana ze zrzutami ze zbiornika Nysa. To są konkretne zarzuty. Wojewoda powinna je przyjąć, urząd powinien wyciągnąć wnioski, a przy następnej podobnej sytuacji te instrumenty powinny zostać wykorzystane lepiej.
Tyle że od tego miejsca zaczyna się już polityka. Bo Katarzyna Czochara mówi, że „nie było alertów RCB”. Były. Pierwszy Alert RCB dla województwa opolskiego został uruchomiony już 12 września. Problem wskazany przez NIK polegał na tym, że później, wraz z gwałtownym pogarszaniem się sytuacji, Opolski Urząd Wojewódzki nie wystąpił o kolejne, bardziej adekwatne komunikaty.
Różnica może dla polityka niewielka. Dla faktów – całkiem spora.
Podobnie wygląda sprawa pogotowia i alarmu przeciwpowodziowego. Wojewoda ich dla całego województwa nie ogłosiła i NIK uznała to za błąd. Ale to nie oznacza, że nikt niczego nie ogłaszał i mieszkańcy pozostawali bez ostrzeżenia. Starosta nyski ogłosił pogotowie 12 września, a alarm 13 września. W powiecie prudnickim pogotowie wprowadzono 13 września, alarm dzień później. Podobne decyzje podejmowano lokalnie tam, gdzie zagrożenie narastało. Monika Jurek tłumaczyła kontrolerom, że właśnie taki przyjęto model działania: reagowanie możliwie blisko miejsca zagrożenia, bo sytuacja w różnych częściach niewielkiego przecież województwa opolskiego była bardzo różna i zmieniała się z godziny na godzinę.
Czym innym jest jednak stwierdzenie: „wojewoda powinna była dodatkowo uruchomić wojewódzkie instrumenty
ostrzegania”, a czym innym stworzenie obrazu, jakby w Opolu siedziała grupa urzędników, która obserwowała podnoszącą się wodę i zastanawiała się, kiedy iść na obiad.
Bo tego raport NIK nie mówi. Wręcz przeciwnie.
NIK stwierdziła, że urząd monitorował sytuację meteorologiczną i hydrologiczną, był odpowiednio przygotowany kadrowo i infrastrukturalnie, miał informacje dotyczące zabezpieczeń przeciwpowodziowych i ewakuacji, występował o pomoc wojska oraz innych instytucji. A kiedy przyszło do pieniędzy dla poszkodowanych, kontrolerzy ocenili, że wojewoda „prawidłowo i rzetelnie zabiegała o szybkie pozyskanie i dystrybucję środków”, pomagając także samorządom w obsłudze wniosków i wypłacaniu pomocy.
Ten fragment raportu na konferencji PiS najwyraźniej miał mniej szczęścia.
Za to Wojciech Komarzyński nie byłby Wojciechem Komarzyńskim, gdyby przy okazji nie wrócił do swoich ukochanych nagród w Opolskim Urzędzie Wojewódzkim. Radny mówi o pół milionie złotych i nazywa wypłacenie tych pieniędzy „napluciem w twarz” powodzianom. Problem polega na tym, że powodzianom z tego powodu nie zabrano ani złotówki. Nagrody nie pochodziły z pieniędzy przeznaczonych na pomoc mieszkańcom ani na odbudowę po powodzi. Zostały wypłacone z ustawowego Funduszu Nagród przeznaczonego dla pracowników administracji.
Możemy oczywiście sprawdzać, kto dostał nagrodę. Powinniśmy pytać, za co ją dostał. Jeżeli ktoś dostał pieniądze za nic – napiszmy o tym. Jeżeli ktoś został nagrodzony za wykonanie swoich zwyczajnych obowiązków – też napiszmy. Jeżeli nagrody rozdawano według klucza politycznego – tym bardziej.
Tylko najpierw trzeba to udowodnić.
Samo zestawienie słów „powodzianie”, „pół miliona” i „nagrody dla urzędników” dowodem jeszcze nie jest. Zwłaszcza że ten sam raport NIK, którym dziś Komarzyński uzasadnia swój atak, stwierdza, że wojewoda prawidłowo i rzetelnie zajmowała się pozyskiwaniem i dystrybucją pieniędzy przeznaczonych na pomoc po powodzi.
Czyli mamy ciekawą konstrukcję.
Kiedy raport mówi o błędzie wojewody – raport jest święty. Kiedy raport dobrze ocenia działania wojewody – przechodzimy do następnego slajdu.
Najbardziej charakterystyczne jest jednak zawiadomienie do prokuratury. W polskiej polityce pisowskiej prokuratura stała się ostatnio czymś w rodzaju biura podawczego do składania konferencji prasowych. Nie wystarczy powiedzieć: wojewoda popełniła błąd. Nie wystarczy zażądać wyjaśnień. Nie wystarczy nawet żądać dymisji. Musi być jeszcze prokurator.
PiS twierdzi, że niedopełnienie obowiązków mogło doprowadzić do pogorszenia sytuacji zdrowotnej i majątkowej mieszkańców. To już bardzo poważne oskarżenie.I właśnie dlatego wypadałoby pokazać związek przyczynowy.
Który konkretnie mieszkaniec poniósł większą stratę dlatego, że wojewoda nie ogłosiła wojewódzkiego alarmu, skoro alarmy obowiązywały już lokalnie? Która ewakuacja nie odbyła się z tego powodu? Która miejscowość nie została ostrzeżona? Jakiej konkretnej szkody można było uniknąć? Jeżeli PiS ma takie dowody – powinien je przedstawić. Wtedy będziemy mieli naprawdę poważną sprawę. Jeżeli nie ma, pozostaje konferencja prasowa.
Największym problemem PiS jest jednak sam raport NIK. Bo kontrolerzy nie badali wyłącznie Moniki Jurek. Sprawdzili cały system: MSWiA, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, wojewodów opolskiego i dolnośląskiego, Wody Polskie, powiaty i gminy. I znaleźli błędy na każdym szczeblu zarządzania kryzysowego. Na Dolnym Śląsku również nie ogłoszono na czas pogotowia i alarmu. Wojewódzki plan zarządzania kryzysowego był nieaktualny. NIK stwierdziła problemy z przekazywaniem informacji po przerwaniu zapory w Stroniu Śląskim. Problemy miały Wody Polskie. Problemy miało RCB. Problemy miały samorządy. Zawodziła łączność. W Nysie zbyt późno rozpoczęto ewakuację. Powiat nyski nie miał aktualnego planu zarządzania kryzysowego.
To jest właściwy obraz tej kontroli. Nie: „Monika Jurek zawaliła powódź”. Tylko: „powódź 2024 roku ujawniła poważne słabości całego polskiego systemu zarządzania kryzysowego”.
I właśnie dlatego raport NIK jest potrzebny. Po to przeprowadza się kontrole, żeby znaleźć błędy przed następną katastrofą. Nie po to, żeby z każdego akapitu wyprodukować zawiadomienie do prokuratury.
Czochara, Komarzyński i Duda już wiedzą
Oczywiście rozumiem polityków PiS. Opozycja jest od rozliczania władzy. Gdyby role były odwrócone, Platforma zapewne również zorganizowałaby konferencję. Tyle że można rozliczać władzę i jednocześnie czytać dokument do końca.
Monika Jurek nie wyszła z kontroli NIK bez szwanku. Popełniono błędy. Trzeba je naprawić. Ale z tego samego raportu nie wynika ani kompletna bezczynność wojewody, ani porzucenie powodzian, ani zmarnowanie pieniędzy przeznaczonych dla poszkodowanych. A już na pewno nie wynika z niego, że pół miliona złotych nagród zabrano ludziom odbudowującym swoje domy.
Dlatego mamy drobną propozycję. Niech PiS składa wniosek o dymisję. Niech składa zawiadomienie do prokuratury. Ma do tego prawo. Tylko skoro już na konferencji prasowej wymachuje raportem Najwyższej Izby Kontroli, dobrze byłoby wcześniej zrobić z nim rzecz naprawdę radykalną. Przeczytać go w całości. Choć to może ponad siły.



