Jeżeli rzeczywiście zaczyna się powrót Polaków z emigracji, Opolszczyzna nie może czekać, aż ktoś przypadkiem wybierze właśnie nasz region. Dane pokazują dokładnie, gdzie problem jest największy. W 2024 roku powiat kędzierzyńsko-kozielski stracił w migracjach zagranicznych 141 osób, strzelecki 97, kluczborski 92, prudnicki 47, opolski 40, a krapkowicki 34. Są jednak również miejsca, w których kierunek zaczyna się odwracać: Opole miało saldo plus 110, powiat brzeski plus 12, głubczycki plus 5. Na poziomie gmin ciekawie wyglądają Ozimek, Ujazd czy Zdzieszowice. Jeśli województwo chce wykorzystać opisywany przez Warsaw Enterprise Institute „wielki zwrot”, właśnie tutaj warto zacząć.
Ogólnopolska opowieść o powrotach z emigracji na Opolszczyźnie wygląda znacznie mniej efektownie. W 2024 roku do województwa opolskiego zameldowało się z zagranicy 578 osób, a wymeldowało 913. Bilans: minus 335
mieszkańców.
Sprawdziliśmy, gdzie dokładnie powstaje ta strata. I obraz jest bardzo nierówny. Największa wyrwa pojawia się w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim. Z zagranicy zameldowało się tam 41 osób, ale wymeldowały aż 182. Saldo wyniosło minus 141. Drugie miejsce zajmuje powiat strzelecki: 37 przyjazdów z zagranicy i aż 134 wyjazdy. Bilans minus 97. Niewiele lepiej wygląda powiat kluczborski. Przy 32 zameldowaniach z zagranicy zanotowano aż 124 wymeldowania. Saldo: minus 92.
To już nie są statystyczne drobiazgi.
W trzech powiatach powstało łącznie minus 330 osób salda migracji zagranicznych. To niemal tyle, ile wynosi ujemny bilans całego województwa. Wynik regionu poprawiają bowiem Opole oraz kilka powiatów z dodatnim saldem.
Migracje zagraniczne w 2024 roku – saldo według powiatów
Kędzierzyńsko-kozielski: –141
Strzelecki: –97
Kluczborski: –92
Prudnicki: –47
Opolski: –40
Krapkowicki: –34
Oleski: –9
Namysłowski: –2
Nyski: 0
Głubczycki: +5
Brzeski: +12
Opole: +110
Razem województwo opolskie: –335 osób
Warto zwrócić uwagę na powiat nyski. To właśnie z niego pochodziła największa część opolskich emigrantów wykazanych podczas NSP 2021 – 15,3 proc. wszystkich emigrantów czasowo przebywających za granicą. Tymczasem w 2024 roku bilans migracji zagranicznych powiatu wyniósł dokładnie zero: 64 zameldowania i 64 wymeldowania. To szczególny przypadek. Nysa nadal traci bowiem ludzi, ale przede wszystkim na rzecz innych części Polski. Wewnętrzne saldo migracji powiatu wyniosło minus 200. Czyli emigrant z Niemiec, Holandii czy Wielkiej Brytanii może wrócić do Polski, a potem niekoniecznie wrócić do Nysy. Może wybrać Wrocław, Opole albo inną większą aglomerację.
I właśnie przed takim mechanizmem pośrednio ostrzega raport Fatimy Zahry Znioi. Sam powrót do Polski nie oznacza jeszcze powrotu do miejscowości, z której kiedyś się wyjechało. Dlatego dla Opolszczyzny równie ważne
jak pytanie „czy Polacy wracają?” powinno być pytanie: „dokąd wracają?”.
Na drugim biegunie jest Opole.
W 2024 roku miasto odnotowało 131 zameldowań z zagranicy i zaledwie 21 wymeldowań. Saldo wyniosło plus 110 osób. Nie oznacza to, że wszystkich 110 osób stanowili powracający Polacy. W tych statystykach znajdują się również cudzoziemcy. Pokazuje jednak, że stolica regionu ma zdolność przyciągania ludzi z zagranicy, której większość powiatów nie posiada.
Jeszcze ciekawiej robi się po zejściu na poziom gmin.
Leśnica jest niemal podręcznikowym przykładem problemu. W 2024 roku z zagranicy zameldowały się tam trzy
osoby, a wymeldowały 23. Saldo wyniosło minus 20. Jednocześnie gmina ma stosunkowo niski poziom bezrobocia i znajduje się w przemysłowej części województwa.
Podobnie Walce – niewielka gmina mocno związana historycznie z migracją do Niemiec. Cztery zameldowania z zagranicy, 13 wymeldowań i saldo minus 9. Od 2002 roku liczba mieszkańców gminy zmniejszyła się o 16,8 proc.
Gogolin pokazuje jeszcze inną sprzeczność. To lokalny rynek pracy o dużej sile przyciągania. Według danych prezentowanych na podstawie GUS liczba osób przyjeżdżających tutaj do pracy była znacznie większa niż liczba wyjeżdżających. Jednocześnie w 2024 roku z zagranicy zameldowały się zaledwie trzy osoby, a wymeldowało 36. Saldo migracji zagranicznych wyniosło minus 33. To właśnie takie miejsca wydają się najbardziej oczywistym terenem dla polityki powrotowej. Bo tutaj argumentem nie musi być wyłącznie sentyment do rodzinnej miejscowości. Jest także praca.
Zupełnie inaczej wygląda Ujazd. Gmina zakończyła 2024 rok dodatnim bilansem zarówno migracji wewnętrznych, jak i zagranicznych. Z zagranicy zameldowały się trzy osoby i nikt się nie wymeldował. Łączne saldo migracji wyniosło plus 14. Jednocześnie niemal jedna piąta mieszkańców gminy jest jeszcze w wieku przedprodukcyjnym, co na tle starzejącej się Opolszczyzny jest wynikiem bardzo dobrym. Oczywiście trzy osoby nie tworzą jeszcze trendu. Ale kierunek jest interesujący.
Podobny sygnał daje Ozimek. Dziesięć zameldowań z zagranicy, pięć wymeldowań, saldo plus pięć. Dodatnie było również saldo migracji wewnętrznych.
W Zdzieszowicach z zagranicy zameldowało się pięć osób, a wyjechały dwie. Saldo plus trzy. Problemem pozostaje jednak silny odpływ do innych miejscowości w Polsce – saldo migracji wewnętrznych wyniosło minus 66.
Dobrzeń Wielki jest kolejnym ciekawym przypadkiem. Zagranicę nadal przegrywa – dziesięć zameldowań wobec 17 wymeldowań – ale jednocześnie ma bardzo wysokie dodatnie saldo migracji wewnętrznych: plus 65. Czyli ludzie chcą tu mieszkać. A jeżeli miejscowość potrafi przyciągnąć mieszkańca z Opola lub innej części regionu, to być może jest również w stanie przekonać do powrotu rodzinę mieszkającą dziś w Essen, Dortmundzie, Eindhoven czy Londynie.
Właśnie z tego powodu nie należałoby tworzyć jednej kampanii „Wracaj na Opolszczyznę”.
Dla powiatów strzeleckiego, kędzierzyńsko-kozielskiego i krapkowickiego naturalnym kierunkiem poszukiwania emigrantów są przede wszystkim Niemcy. Historyczne badania migracji prowadzone na Opolszczyźnie przez prof. Romualda Jończego pokazują, że szczególnie środkowo-wschodnia część województwa była przez lata obszarem wyjątkowo intensywnej emigracji zarobkowej, związanej również z możliwością posiadania obywatelstwa niemieckiego przez część mieszkańców.
W przypadku innych części regionu większe znaczenie mają Wielka Brytania i Holandia. Holandia jest zresztą kierunkiem szczególnie ważnym dla emigracji z Opolszczyzny na tle innych województw. Tu jednak trzeba postawić wyraźną granicę między tym, co wiemy, a tym, czego obecna statystyka publiczna nam nie daje. Nie istnieje aktualna, kompletna tabela pokazująca: „z gminy Walce mieszka dziś w Niemczech dokładnie X osób, z Gogolina Y, a z Leśnicy Z”. Statystyka meldunkowa nie widzi również części emigracji faktycznej, ponieważ wiele osób od lat mieszka za granicą, pozostając formalnie zameldowanymi w Polsce.
Prof. Romuald Jończy bada ten problem od ponad dwóch dekad. Jego badania terenowe na opolskich wsiach pokazały, że rzeczywiste wyludnienie może być znacznie większe od tego widocznego w oficjalnych rejestrach. W części analiz ustalano faktyczne miejsce zamieszkania mieszkańców miejscowości, a nie jedynie ich meldunek.
W 2026 roku Centrum Badań Migracji, Depopulacji i Rozwoju Uniwersytetu Opolskiego zwraca uwagę na ten
problem ponownie. Najnowsze badania mikrospisowe wskazują, że nierejestrowana migracja definitywna i wyludnienie obszarów peryferyjnych są bardziej zaawansowane, niż wynika to z oficjalnych statystyk. To oznacza, że Opolszczyzna ma potencjalnie dużo większą diasporę, niż pokazują współczesne tabelki GUS. I właśnie dlatego regionalny program powrotowy powinien zacząć się nie od reklamy, lecz od policzenia ludzi.
Samorządy mają przecież kontakty z mieszkańcami, rodzinami, parafiami, organizacjami mniejszości niemieckiej, stowarzyszeniami, przedsiębiorcami i szkołami. W niewielkiej gminie często wiadomo, że „pół ulicy jest w Niemczech”, choć nie będzie tego w żadnej oficjalnej statystyce.
Gdzie warto zacząć regionalną akcję powrotową?
Powiat strzelecki – szczególnie Leśnica i okolice
Bardzo silne historyczne związki migracyjne z Niemcami, a jednocześnie nadal duży odpływ zagraniczny. Powiat stracił w 2024 roku netto 97 osób w migracjach zagranicznych, sama Leśnica – 20.
Powiat kędzierzyńsko-kozielski
Największe ujemne saldo zagraniczne w regionie: minus 141 osób. Jednocześnie jest to duży ośrodek przemysłowy, czyli miejsce, gdzie część kwalifikacji zdobytych w Niemczech czy Holandii mogłaby być wykorzystana po powrocie.
Krapkowice – Gogolin – Zdzieszowice – Walce
Obszar o bardzo mocnych tradycjach emigracyjnych, ale również silnym zapleczu przemysłowym. Gogolin nadal traci ludzi za granicę, podczas gdy Zdzieszowice zaczynają notować dodatni bilans zagraniczny.
Ozimek – Dobrzeń Wielki i otoczenie Opola
Tu widoczna jest zdolność przyciągania mieszkańców. Ozimek ma już dodatnie saldo migracji zagranicznych, Dobrzeń Wielki wyraźnie wygrywa migracje wewnętrzne. Bliskość Opola zwiększa szansę trwałego powrotu całych rodzin.
Powiat nyski
Największy zasób emigrantów wykazany podczas NSP 2021. Zagraniczny bilans w 2024 roku wyszedł już na zero, ale powiat nadal traci mieszkańców do innych części Polski. Tu problemem jest więc nie tylko sprowadzenie emigranta do kraju, ale przekonanie go, by wrócił właśnie do Nysy, Głuchołaz czy Otmuchowa.
Ujazd
Mały, ale interesujący przykład. Dodatnie saldo migracji krajowych i zagranicznych, stosunkowo młoda populacja i dobre powiązanie z regionalnym rynkiem pracy. Pokazuje, że również niewielka gmina może być miejscem atrakcyjnym do powrotu.
Nie należy namawiać człowieka mieszkającego od dwudziestu lat w Niemczech, żeby wrócił „bo Opolskie jest piękne”. On doskonale wie, jak wygląda Opolszczyzna. Trzeba mu odpowiedzieć na zupełnie inne pytania: ile
zarobi, gdzie może pracować, czy jego niemieckie kwalifikacje zostaną uznane, gdzie znajdzie mieszkanie albo działkę, do jakiej szkoły pójdą dzieci, jak przenieść działalność gospodarczą, co z podatkami i ZUS-em oraz ile czasu zajmą formalności.
Raport WEI właśnie na tym buduje swoje rekomendacje. Państwo i samorządy powinny usuwać konkretne bariery powrotu, zamiast ograniczać się do promocji.
Opolszczyzna ma przy tym przewagę, której wiele innych regionów nie posiada. Wie, gdzie są jej emigranci.
Przez dziesięciolecia całe sieci rodzinne i sąsiedzkie łączyły Strzelce Opolskie, Krapkowice, Olesno, Ozimek czy okolice Opola z konkretnymi regionami Niemiec i Holandii. Tego kapitału kontaktów nie trzeba budować od początku. Trzeba tylko zacząć go traktować jak potencjał rozwojowy, a nie wyłącznie pamiątkę po wielkiej emigracji.
Bo fala powrotów, o której pisze Warsaw Enterprise Institute, sam z siebie Opolszczyzny nie uratuje. Jeżeli region chce odzyskać choć część ludzi, których przez trzy dekady oddawał Europie, powinien po nich po prostu sięgnąć.
Źródła: Warsaw Enterprise Institute, raport Fatimy Zahry Znioi „Wielki zwrot – kto wraca do domu, dlaczego właśnie teraz i co Polska musi zrobić, by ich zatrzymać?” (2026); GUS – Bank Danych Lokalnych; Urząd Statystyczny w Opolu – „Raport o sytuacji społeczno-gospodarczej województwa opolskiego 2025” oraz wyniki NSP 2021; GUS – „Obszary wiejskie w Polsce w 2024 r.”; Centrum Badań Migracji, Depopulacji i Rozwoju Uniwersytetu Opolskiego; badania prof. Romualda Jończego dotyczące emigracji i depopulacji Opolszczyzny.



