Nie było tłumów, ale trudno było się tego spodziewać – sale rozpraw w opolskim sądzie nie należą do największych. Ci, którzy przyszli do Sądu Rejonowego w Opolu na „Noc Otwartych Sądów”, dostali jednak coś znacznie cenniejszego niż masową widowiskowość: możliwość zajrzenia do świata wymiaru sprawiedliwości od środka i przekonania się, że sąd nie musi być miejscem obcym, chłodnym i niedostępnym.
W programie znalazła się między innymi symulacja rozprawy sądowej przygotowana przez sędzię Monikę
Ciemięgę. Tematem była sprawa o ograniczenie władzy rodzicielskiej… matce Czerwonego Kapturka. Bajkowa konwencja szybko okazała się bardzo trafnym pomysłem. Było dużo śmiechu, improwizacji i zabawy, ale pod tą lekką formą kryło się coś znacznie ważniejszego – praktyczna lekcja prawa i funkcjonowania sądu.
Uczestnicy mogli zobaczyć, jak wygląda rozprawa, kto kiedy zabiera głos, jak zachowują się strony, świadkowie i pełnomocnicy. Dla wielu osób był to pierwszy kontakt z prawdziwą salą rozpraw bez stresu i emocji towarzyszących rzeczywistym procesom.
W czasach, gdy debata publiczna coraz częściej sprowadza się do internetowych uproszczeń, emocjonalnych komentarzy i powierzchownych ocen, takie spotkania mają znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Prawo dla wielu ludzi pozostaje abstrakcją – czymś niezrozumiałym, skomplikowanym, często budzącym lęk. Tymczasem właśnie od podstawowej wiedzy prawnej zależy często to, czy obywatel potrafi skutecznie bronić swoich praw, rozumie konsekwencje własnych działań albo zwyczajnie nie popełnia błędów wynikających z niewiedzy.
Dlatego idea edukacji prawnej poprzez praktykę – nawet w formie teatralnej symulacji – wydaje się niezwykle cenna. Zwłaszcza że w polskiej szkole nadal bardzo niewiele miejsca poświęca się codziennemu funkcjonowaniu prawa i instytucji państwa.
Podczas wydarzenia można było także zwiedzić budynek sądu, zobaczyć pomieszczenia na co dzień niedostępne dla obywateli, zajrzeć do pokoju przesłuchań małoletnich świadków czy aresztu sądowego. Była też możliwość przymierzenia togi i wykonania pamiątkowego zdjęcia.
„Sąd wcale nie jest taki straszny” — rozmowa z sędzią Moniką Ciemięgą
Jak podkreślała sędzia Monika Ciemięga, sens takich wydarzeń wykracza daleko poza samą atrakcję dla odwiedzających.
– Jest ogromny sens zarówno w organizowaniu symulacji rozpraw, jak i w zapraszaniu obywateli do sądu. Chodzi o to, by pokazać, że sąd wcale nie jest miejscem strasznym i obcym. Taka symulacja najlepiej pokazuje, jak wygląda rozprawa, kto kiedy powinien zabierać głos, jak należy zachowywać się na sali – mówiła.
Sędzia przypomniała, że podobne zajęcia prowadziła wcześniej dla uczniów liceów podczas Dni Edukacji Prawnej. Nawet proste elementy procedury potrafiły zaskoczyć młodzież.
– Kiedy świadek miał składać przysięgę, za pierwszym razem wstawali wszyscy obecni na sali. Za drugim razem już tylko świadek. To pokazuje, że ludzie bardzo szybko uczą się takich zasad, kiedy zobaczą je w praktyce – opowiadała.
Jak zaznaczała, problem dotyczy nie tylko zachowania w sądzie, ale szerzej – rozumienia samego prawa.
– Dzisiaj w internecie bardzo często widzimy komentarze ludzi inteligentnych i wykształconych, którzy jednak kompletnie nie rozumieją mechanizmów prawnych. Prawo ma swoje reguły i nie wszystko można zrobić tylko dlatego, że wydaje nam się to słuszne – podkreślała.
Według Moniki Ciemięgi edukacja prawna w Polsce wciąż jest zbyt słaba.
– Wiedza prawna nie jest wiedzą tajemną, ale praktycznie nie uczy się jej w szkołach. A właściwie już nawet przedszkola mogłyby oswajać dzieci z podstawowymi zasadami funkcjonowania państwa i prawa – mówiła.
Sędzia zwracała też uwagę na bardzo praktyczny wymiar takich spotkań. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy choćby z konsekwencji ignorowania korespondencji z sądu.
– Nieodebranie wezwania nie powoduje, że sprawa znika. Istnieją przepisy pozwalające prowadzić postępowanie mimo nieobecności strony. Dlatego warto czytać wezwania, pouczenia i wszystkie dokumenty kierowane przez sąd – tłumaczyła.
I dodawała, że edukacja podana w lekkiej, nieformalnej formule jest po prostu skuteczniejsza.
– Uczymy, ale jednocześnie wszyscy dobrze się bawimy. I pokazujemy ludziom, że sąd nie jest zamkniętą twierdzą odgrodzoną od obywateli.
„My pracujemy dla ludzi” — rozmowa z prezes Sądu Rejonowego w Opolu
O potrzebie „odczarowywania” sądów mówiła również Magdalena Świst.
– Edukacja prawna w Polsce mogłaby być lepsza. Nie jest najgorsza, ale zdecydowanie wymaga rozwijania. Właśnie temu służą takie wydarzenia – mówiła prezes sądu.
Jak podkreślała, wielu ludzi zna sądy głównie z medialnych nagłówków, politycznych sporów albo sensacyjnych doniesień.
– Chcieliśmy pokazać, jak wiele różnych spraw się tutaj odbywa i jak ważnych życiowo decyzji dotyczą. To nie są tylko sprawy karne. Są też sprawy rodzinne, cywilne, gospodarcze, kwestie nieruchomości czy ksiąg wieczystych – wyliczała.
Zwiedzający mogli zobaczyć również mniej znane miejsca w sądzie: areszt dla osób doprowadzanych na rozprawy, pokoje przesłuchań małoletnich czy zaplecze administracyjne.
– Pokazujemy też, jak ważna jest praca urzędników i całego personelu pomocniczego. Sąd to nie tylko sędzia. Bez pracy sekretariatów, urzędników i pracowników administracyjnych ten system po prostu nie mógłby działać – zaznaczała.
Magdalena Świst nie ukrywała również, że sądy działają w trudnych warunkach organizacyjnych i finansowych.
– Personel pomocniczy jest bardzo ciężko pracującą grupą zawodową i niestety często niedocenianą. Jako środowisko sędziowskie wielokrotnie apelujemy o lepsze finansowanie tych stanowisk – mówiła.
Prezes opolskiego sądu podkreślała jednak przede wszystkim potrzebę otwartości.
– My jesteśmy ludźmi i pracujemy dla ludzi. Chcemy pokazać, że sąd nie jest miejscem oddzielonym murem od obywatela. Oczywiście działamy w ramach przepisów, ale ogromnie ważne jest także to, w jaki sposób rozmawiamy z ludźmi i tłumaczymy nasze decyzje – podsumowała.










































