Od dwóch tygodni głośno jest o parku sensorycznym w Opolu. My także zajmowaliśmy się tym tematem. Tak się składa, że mieszkam obok tego „obiektu”, dlatego mam możliwość permanentnej jego obserwacji. Jest źle.

Gdy pisałem o tym pomyśle 11 października, byłem pełen nadziei, wydawał się bowiem obiecujący.

Obserwowałem montaż pierwszych urządzeń i roboty na placu budowy. 8 grudnia już było wiadomo, że termin zakończenia prac nie zostanie dotrzymany, ale nie był zagrożony dramatycznie.

Jednak 10 stycznia ogarnęły mnie wątpliwości.

„Najgorsze jest jednak przypuszczenie, że park podzieli los nadodrzańskiej kuwety – bo daleko od centrum i gdy już się go odfajkuje do wyborów, to zabraknie władzy entuzjazmu, by się nim interesować” – pisałem wówczas. Odwrotnie proporcjonalnie do pień Arkadiusza Wiśniewskiego.

Jeśli będzie miał spełniać swe zadanie, to trzeba będzie kilku osób, które codziennie, na bieżąco będą dbać o utrzymanie roślin, truskawek, drzewek owocowych czy choćby czyszczenie luster, które, jak wie każda gospodyni domowa w Opolu, brudzą się w naszym mieście bardzo. Krakałem – i jak się okazuje, byłem optymistą.

To, co władze miast zafundowały nam na początku kwietnia oglądali Państwo na zdjęciach nie tylko u nas. Tematem zajęły się także inne media. Fachową opinię przedstawił na Facebooku ekolog Grzegorz Ostromecki.

Tradycyjnie arogancko potraktowała Ostromeckiego rzeczniczka Ratusza, zarzucając mu na antenie Radia Opole niekompetencję. Katarzyna Oborska-Marciniak w swej retoryce nie odbiega ani na krok od retoryki Wiśniewskiego czy Jakiego. Przejdźmy jednak do meritum: – Jest firma, którą wyłoniliśmy, która ten park zakładała i która będzie ten park „serwisować”. Rośliny są na trzyletniej gwarancji, w tej chwili dokładnie sprawdzamy, co się z tym parkiem dzieje, ile roślin trzeba wymienić. Będziemy w kontakcie z firmą, która dokonuje „napraw gwarancyjnych” – mówił w radiu rzeczniczka.

Czas leci. Dookoła zieloność szaleje we wszystkich możliwych odcieniach. Kasztany zaczynają gubić płatki kwiatów. O magnoliach już zapomnieliśmy. A w „parku sensorycznym” pustynia, suche krzaki, brudne lustra, źle położone płyty, nieogrodzony głęboki rów z wodą i puste butelki. Nawet trawa nie rośnie.

Już początkujący rzecznik powinien wiedzieć, że jeżeli będzie gadał bzdury, to one do niego wrócą – a co dopiero Katarzyna Oborska–Marciniak, która – myślę – nie raz się już przy Wiśniewskim wstydu najadła.

Serwisowanie parku jest do bani – donoszę uprzejmie także Pani Katarzynie. Inaczej mówiąc: coś takiego nie istnieje.

Patrząc na kolejne 2 mln zł wyrzucone na śmietnik, polecam dalsze lajkowanie radosnych postów „króla wszystkich wsi” na Facebooku. Ale uczciwie uprzedzam: „król jest nagi”. E tam, nagi! Goły!

Zdjęcia już 30 kwietnia!

Fot. melonik

Udostępnij:

O Autorze

Redaktor, dziennikarz, fotoreporter.

Wyłączono komentarze