Kto powiedział, że na opolskich arenach emocje rezerwujemy tylko dla ligowych siatkarzy czy piłkarzy ręcznych?  Stegu Arena oraz Itaka Arena gościły zawodników, przy których niejeden profesjonalista mógłby nabawić się kompleksów – jeśli nie w kwestii kondycji, to na pewno w dziedzinie czystej, niepohamowanej radości z życia. XXV „Igrzyska bez barier” przeszły do historii nie tylko z racji jubileuszu, ale i rekordowej frekwencji.

Liczby, które robią wrażenie

Kiedyś zaczynało się kameralnie w Gogolinie czy Zdzieszowicach. Dziś to potężna machina organizacyjna. Ponad 700 uczestników z 48 ośrodków z województwa opolskiego i śląskiego udowodniło, że niepełnosprawność to jedynie termin techniczny, który nijak ma się do ducha rywalizacji.

Gerard Halama, prezes Wojewódzkiego Zrzeszenia LZS w Opolu, nie krył dumy z frekwencji:

„To jest nasz rekord. Po raz pierwszy jest nas tak dużo. Zawody rozgrywane są jako pięciobój. Mamy strzelanie z pistoletu i w formie rzutu karnego, slalom, dart i rzucanie piłką tenisową do wielkiej bramki.”

Równość w blasku medali

W tłumie sportowców można było spotkać legendy. Pięciokrotna mistrzyni paraolimpijska, Barbara Bieganowska-Zając, podkreślała, że w tym miejscu znika podział na „lepszych” i „gorszych”.

„Tutaj nikt nikogo nie wyróżnia. Wszyscy jesteśmy tacy sami i myślę, że takimi właśnie zabawami, grami, zawodami pokazujemy, że możemy swoje bariery przełamywać. Tu wszyscy zdobywają złote medale, wszyscy są równi i wszyscy wygrywają” – komentowała mistrzyni.

Wojewoda opolska, Monika Jurek, dodała, że jubileuszowe igrzyska to nie tylko statystyki, ale przede wszystkim symbol:

„Jubileuszowe igrzyska są nie tylko świętem sportu, ale także ważnym symbolem dostępności, otwartości i działań na rzecz osób z niepełnosprawnościami.”

Z kolei ks. prałat Zygmunt Lubieniecki, pomysłodawca imprezy, patrząc na wypełnioną halę, nie krył wzruszenia nad ewolucją swojego „dziecka”:

„Rozpoczęliśmy przed wielu laty i to wtedy określałem jako olimpiada dla dzieci, sportowców, młodzieży niepełnoprawnych, najlepszych z najlepszych. Serce się raduje, kiedy widać, jak oni przeżywają te zawody.”

Uczestnicy, choć zmęczeni, nie szczędzili entuzjazmu. Jeden z zawodników, który właśnie zakończył serię rzutów, przyznał z szerokim uśmiechem, że chociaż celowanie do bramki bywało kapryśne, to slalom pokonał w tempie błyskawicy i czuje się jak prawdziwy czempion. Inna uczestniczka, ściskając w dłoniach pamiątkowy dyplom, stwierdziła, że przepis na sukces jest prosty: wystarczy dużo trenować, nie zapominać o uśmiechu, a wtedy każda piłka wpada tam, gdzie powinna.

Gdy opadł kurz bitewny, a ostatnie pistolety sportowe wróciły do futerałów, wniosek pozostał jeden: bariery istnieją tylko dopóty, dopóki ktoś nie zdecyduje się ich po prostu przeskoczyć. Lub przeturlać nad nimi piłki tenisowej.


Wydarzenie wsparli m.in. Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Opolu oraz liczni samorządowcy, honorując trud sportowców, dla których „niemożliwe” to po prostu kolejny etap rozgrzewki.

Fot. UWWO

Udostępnij:
Wspieraj wolne media

Skomentuj

O Autorze

Dziennikarz, publicysta, dokumentalista (radio, tv, prasa) znany z niekonwencjonalnych nakryć głowy i czerwonych butów. Interesuje się głównie historią, ale w związku z aktualną sytuacją społeczno-polityczną jest to głównie historia wycinanych drzew i betonowanych placów miejskich. Ma już 65 lat, ale jego ojciec dożył 102. Uważa więc, że niejedno jeszcze przed nim.